Po pierwsze, musisz się jakoś dostać do Almerii (Hiszpania). Można to zrobić na dwa sposoby: dojechać autem albo dolecieć. Polecamy wysyłkę motocykli transportem organizatora (ORGA) i podróż samolotem. Istnieje bezpośrednie połączenie z Warszawy do Alicante lub do Malagi. Na miejscu, warto wypożyczyć auto i dojechać do punktu zbiórki całego rajdu – do portu w Almerii.
Oficjalna godzina zbiórki to 12:00, ale uczestnicy zjeżdżają się od samego rana. Niestety jest to jeden z najbardziej męczących dni. Dokonywana jest wówczas odprawa zawodników – podpisanie dokumentów, wydanie naklejek, numerów startowych i oczywiście roadbooków. Oddzielnie odprawiają się samochody serwisowe, które dostają mapy serwisowe. |
|
|
|
|
|
Odprawa techniczna obejmuje:
- Sprawdzenie hamulców przód i tył
- Działanie rollgazu
- Światła, zarówno przednie, tylne, jak i hamulcowe
- Hamulce
- Łożyska w kołach
- Skrzynkę roadbooka i GPS-a (choć o samo urządzenie nikt nie pyta)
- Ogólny stan pojazdu
- Apteczka, folia ratunkowa, rakietnica, kompas (te elementy są do nabycia u organizatora)
|
|
|
Podczas tej odprawy sprawdzane są również dokumenty kierowcy, ubezpieczenie, prawo jazdy, ale także naklejka na motocyklu, na której opisane są wszelkie numery alarmowe.
Wszystkie pojazdy łącznie z motocyklami są załadowywane na prom, który odpływa z portu około 21:30. Znalezienie własnej kabiny zajmuje chwilę, potem warto wypić kilka piw na dobry sen ;) Kabiny są czyste i schludne. Prom przypływa do Nadoru (po marokańskiej stronie) około godziny 8:00. Pojazdy zjeżdżają z promu, a uczestnicy pieszo przechodzą przez odprawę celną.
Chaos jest wielki, ale… już po godzinie, jeśli wszystko jest w porządku, jesteś oficjalnie w Maroku. Wtedy też w zasadzie zaczyna się rajd. Należy szybko znaleźć swój motocykl, ubrać się (w cały ekwipunek) i… udać się na miejsce zbiórki do pierwszego etapu – zaraz za portem
W czasie rajdu wozy serwisowe jadą niezależnie. Jeżeli będziesz mieć wypadek albo awarię – organizator jest zobowiązany do transportu twojej osoby i twojego pojazdu. W rzeczywistości bywa różnie, bo na przykład jeden z zawodników, który złamał obojczyk, był wieziony wielkim wozem serwisowym.
|
|
|
|